WorksheetsPodsumowanie działu "Na skrzydłach fantazji" kl.6
Total questions: 17
Worksheet time: 13mins
Przeczytaj uważnie teksty i wykonaj podane zadania. W zadaniach wybierz tylko jedną poprawną odpowiedź. Powodzenia!
Katherine Paterson, Most do Terabithii (fragment)
Jess [czytaj: dżes] i Leslie [czytaj: lezli] [...] przebiegli przez puste pole za domem starego Perkinsa i w dół do wyschniętego łożyska rzeczki, które oddzielało pola uprawne od lasu. Na brzegu rzeczki rosła dzika jabłoń, na której dawno temu ktoś zawiesił linę. Po kolei huśtali się na linie nad wyschniętym potokiem. Był wspaniały jesienny dzień i jeśli się podczas huśtania spojrzało w górę, miało się wrażenie latania w powietrzu. Jess odchylił się do tyłu i chłonął głęboki, czysty kolor nieba. Unosił się w powietrzu jak duża, leniwa chmura, tam i z powrotem na tle błękitu.
– Wiesz, czego nam trzeba? – zawołała do niego Leslie. Był tak zauroczony widokiem nieba, że nie przyszłoby mu do głowy chcieć czegokolwiek. – Potrzebne nam jest jakieś miejsce – powiedziała. – Tylko dla nas dwojga. To by była nasza tajemnica, o której nigdy nie powiedzielibyśmy nikomu. [...] To mógłby być nasz tajemniczy kraj – ciągnęła dalej – a ty i ja bylibyśmy jego władcami.
Jej słowa poruszyły go. Chciałby być władcą czegoś. Nawet czegoś, co nie jest prawdziwe.
– No dobra – powiedział. – A gdzie by to było?
– W lesie. Tam nikt by nie przychodził i nie przeszkadzał nam.
Jess nie wszystkie części lasu lubił. W niektórych partiach panowały takie ciemności, jakby się było pod wodą. Jednakże nic nie powiedział.
– Już wiem – Leslie była coraz bardziej podekscytowana – to będzie druga Narnia1, do której można się dostać jedynie za pomocą tej zaczarowanej liny. – Oczy jej błyszczały. Chwyciła linę. – Chodźmy! Musimy znaleźć miejsce na nasz zamek.
Przeszli kilka metrów w głąb lasu, po drugiej stronie łożyska rzecznego, gdy Leslie zatrzymała się.
– Może tu? – spytała.
– Fajnie – zgodził się szybko Jess, zadowolony, że nie muszą iść głębiej w las.
Oczywiście może ją tam zabrać, nie jest aż takim tchórzem, żeby nie wyprawić się kiedyś między wiecznie mroczne kolumny wysokich sosen. Ale na stałą siedzibę miejsce wybrane przez Leslie bardzo mu odpowiadało – dereń i strąkowiec2 grały w chowanego między dębami i wiecznie zielonymi krzewami, a przez gałęzie drzew przeświecały złote promienie słońca, przyjemnie grzejąc nogi.
– Fajnie – powtórzył, energicznie potakując głową. Podszycie było suche i łatwo było oczyścić kawałek ziemi, w tym miejscu prawie płaskiej. – To dobry teren do budowy.
1. Narnia – baśniowa kraina opisana przez amerykańskiego pisarza Clive’a Staplesa Lewisa w cyklu książek dla dzieci.
2. Dereń i strąkowiec – rodzaje krzewów.
Wybierz P, jeśli stwierdzenie jest prawdziwe, albo F – jeśli jest fałszywe.
O zdarzeniach opowiada narrator trzecioosobowy.
P
F
Przeczytaj uważnie teksty i wykonaj podane zadania. W zadaniach wybierz tylko jedną poprawną odpowiedź. Powodzenia!Katherine Paterson, Most do Terabithii (fragment)
Jess [czytaj: dżes] i Leslie [czytaj: lezli] [...] przebiegli przez puste pole za domem starego Perkinsa i w dół do wyschniętego łożyska rzeczki, które oddzielało pola uprawne od lasu. Na brzegu rzeczki rosła dzika jabłoń, na której dawno temu ktoś zawiesił linę. Po kolei huśtali się na linie nad wyschniętym potokiem. Był wspaniały jesienny dzień i jeśli się podczas huśtania spojrzało w górę, miało się wrażenie latania w powietrzu. Jess odchylił się do tyłu i chłonął głęboki, czysty kolor nieba. Unosił się w powietrzu jak duża, leniwa chmura, tam i z powrotem na tle błękitu.
– Wiesz, czego nam trzeba? – zawołała do niego Leslie. Był tak zauroczony widokiem nieba, że nie przyszłoby mu do głowy chcieć czegokolwiek. – Potrzebne nam jest jakieś miejsce – powiedziała. – Tylko dla nas dwojga. To by była nasza tajemnica, o której nigdy nie powiedzielibyśmy nikomu. [...] To mógłby być nasz tajemniczy kraj – ciągnęła dalej – a ty i ja bylibyśmy jego władcami.
Jej słowa poruszyły go. Chciałby być władcą czegoś. Nawet czegoś, co nie jest prawdziwe.
– No dobra – powiedział. – A gdzie by to było?
– W lesie. Tam nikt by nie przychodził i nie przeszkadzał nam.
Jess nie wszystkie części lasu lubił. W niektórych partiach panowały takie ciemności, jakby się było pod wodą. Jednakże nic nie powiedział.
– Już wiem – Leslie była coraz bardziej podekscytowana – to będzie druga Narnia1, do której można się dostać jedynie za pomocą tej zaczarowanej liny. – Oczy jej błyszczały. Chwyciła linę. – Chodźmy! Musimy znaleźć miejsce na nasz zamek.
Przeszli kilka metrów w głąb lasu, po drugiej stronie łożyska rzecznego, gdy Leslie zatrzymała się.
– Może tu? – spytała.
– Fajnie – zgodził się szybko Jess, zadowolony, że nie muszą iść głębiej w las.
Oczywiście może ją tam zabrać, nie jest aż takim tchórzem, żeby nie wyprawić się kiedyś między wiecznie mroczne kolumny wysokich sosen. Ale na stałą siedzibę miejsce wybrane przez Leslie bardzo mu odpowiadało – dereń i strąkowiec2 grały w chowanego między dębami i wiecznie zielonymi krzewami, a przez gałęzie drzew przeświecały złote promienie słońca, przyjemnie grzejąc nogi.
– Fajnie – powtórzył, energicznie potakując głową. Podszycie było suche i łatwo było oczyścić kawałek ziemi, w tym miejscu prawie płaskiej. – To dobry teren do budowy.
1. Narnia – baśniowa kraina opisana przez amerykańskiego pisarza Clive’a Staplesa Lewisa w cyklu książek dla dzieci.
2. Dereń i strąkowiec – rodzaje krzewów.
Wybierz P, jeśli stwierdzenie jest prawdziwe, albo F – jeśli jest fałszywe.
Wydarzenia przedstawione w tym fragmencie powieści są realistyczne.
P
F
Przeczytaj uważnie teksty i wykonaj podane zadania. W zadaniach wybierz tylko jedną poprawną odpowiedź. Powodzenia!
Katherine Paterson, Most do Terabithii (fragment)
Jess [czytaj: dżes] i Leslie [czytaj: lezli] [...] przebiegli przez puste pole za domem starego Perkinsa i w dół do wyschniętego łożyska rzeczki, które oddzielało pola uprawne od lasu. Na brzegu rzeczki rosła dzika jabłoń, na której dawno temu ktoś zawiesił linę. Po kolei huśtali się na linie nad wyschniętym potokiem. Był wspaniały jesienny dzień i jeśli się podczas huśtania spojrzało w górę, miało się wrażenie latania w powietrzu. Jess odchylił się do tyłu i chłonął głęboki, czysty kolor nieba. Unosił się w powietrzu jak duża, leniwa chmura, tam i z powrotem na tle błękitu.
– Wiesz, czego nam trzeba? – zawołała do niego Leslie. Był tak zauroczony widokiem nieba, że nie przyszłoby mu do głowy chcieć czegokolwiek. – Potrzebne nam jest jakieś miejsce – powiedziała. – Tylko dla nas dwojga. To by była nasza tajemnica, o której nigdy nie powiedzielibyśmy nikomu. [...] To mógłby być nasz tajemniczy kraj – ciągnęła dalej – a ty i ja bylibyśmy jego władcami.
Jej słowa poruszyły go. Chciałby być władcą czegoś. Nawet czegoś, co nie jest prawdziwe.
– No dobra – powiedział. – A gdzie by to było?
– W lesie. Tam nikt by nie przychodził i nie przeszkadzał nam.
Jess nie wszystkie części lasu lubił. W niektórych partiach panowały takie ciemności, jakby się było pod wodą. Jednakże nic nie powiedział.
– Już wiem – Leslie była coraz bardziej podekscytowana – to będzie druga Narnia1, do której można się dostać jedynie za pomocą tej zaczarowanej liny. – Oczy jej błyszczały. Chwyciła linę. – Chodźmy! Musimy znaleźć miejsce na nasz zamek.
Przeszli kilka metrów w głąb lasu, po drugiej stronie łożyska rzecznego, gdy Leslie zatrzymała się.
– Może tu? – spytała.
– Fajnie – zgodził się szybko Jess, zadowolony, że nie muszą iść głębiej w las.
Oczywiście może ją tam zabrać, nie jest aż takim tchórzem, żeby nie wyprawić się kiedyś między wiecznie mroczne kolumny wysokich sosen. Ale na stałą siedzibę miejsce wybrane przez Leslie bardzo mu odpowiadało – dereń i strąkowiec2 grały w chowanego między dębami i wiecznie zielonymi krzewami, a przez gałęzie drzew przeświecały złote promienie słońca, przyjemnie grzejąc nogi.
– Fajnie – powtórzył, energicznie potakując głową. Podszycie było suche i łatwo było oczyścić kawałek ziemi, w tym miejscu prawie płaskiej. – To dobry teren do budowy.
1. Narnia – baśniowa kraina opisana przez amerykańskiego pisarza Clive’a Staplesa Lewisa w cyklu książek dla dzieci.
2. Dereń i strąkowiec – rodzaje krzewów.
Uzupełnij zdanie. Wybierz odpowiedź spośród oznaczonych literami A i B oraz odpowiedź spośród oznaczonych literami C i D. 1 p.
Jess i Leslie to bohaterowie A/B, ponieważ C/D.
A. pierwszoplanowi
B. drugoplanowi
C. wszystkie przedstawione wydarzenia są związane z tymi postaciami.
D. większość tekstu poświęcona jest opisom przyrody.
AC
AD
BC
BD
Wypisz ze zdania wymienione środki stylistyczne. 2 p.
Unosił się w powietrzu jak duża, leniwa chmura, tam i z powrotem na tle błękitu.
Epitety to:
w powietrzu
duża, leniwa
tam i z powrotem
na tle błękitu
Wypisz ze zdania wymienione środki stylistyczne. 2 p.
Unosił się w powietrzu jak duża, leniwa chmura, tam i z powrotem na tle błękitu.
Porównanie to:
unosił się
dużo, leniwa chmura
unosił się (...) jak duża, leniwa chmura,
tam i z powrotem
Użyte przez Leslie wyrażenie druga Narnia oznacza, że przygotowane przez bohaterów miejsce będzie
różnić się od Narnii.
sąsiadować z Narnią.
podobne do Narnii.
przejściem do Narnii.
Narnia, to kraina znana z powieści:
fantasy
obyczajowej
detektywistycznej
popularnonaukowej
Na forum dyskusyjnym o książkach pojawiły się nowe wpisy. Jeden z internautów nie zadbał o poprawną interpunkcję. Wybierz zdanie, w którym występuje błąd interpunkcyjny.
Hej, jakie książki polecacie?
Czytałem Most do Terabithii, ale dawno temu.
Nie lubię ani powieści fantasy ani fantastycznonaukowych.
Hobbit to ciekawa, poruszająca, wciągająca powieść.
Określ rodzaj podanego wypowiedzenia.
Jess odchylił się do tyłu i chłonął głęboki, czysty kolor nieba.
równoważnik zdania
zdanie pojedyncze nierozwinięte
zdanie pojedyncze rozwinięte
zdanie złożone
Określ rodzaj podanego wypowiedzenia.
Po kolei huśtali się na linie nad wyschniętym potokiem.
równoważnik zdania
zdanie pojedyncze nierozwinięte
zdanie pojedyncze rozwinięte
zdanie złożone
Określ rodzaj podanego wypowiedzenia.
Tylko dla nas dwojga.
równoważnik zdania
zdanie pojedyncze nierozwinięte
zdanie pojedyncze rozwinięte
zdanie złożone
Określ rodzaj podanego wypowiedzenia.
Chodźmy!
równoważnik zdania
zdanie pojedyncze nierozwinięte
zdanie pojedyncze rozwinięte
zdanie złożone
Ewa Nowacka, Bożęta i my (fragment)
Zimowa wichura niesie ze sobą bicze zmrożonego śniegu, tnie nimi pnie drzew, ściany chat, lodowatym podmuchem powala ogromne sosny, usypuje wysokie kopce zasp. Jesienny wicher miota chmurami opadłych liści, płacze dziwnym szlochem w kominach, przegania po niebie stada deszczowych chmur. Wiosenne i letnie wiatry kładą całe łany niewykłoszonych1 albo już gotowych pod kosę zbóż, prowadzą wysokim niebem burze, zrywają poszycia2 z domostw, cofają potężnym tchnieniem wody rzek.
Chmury oczywiście mogą kryć płanetników3 lub przebudzonego smoka, ale siłą, która je pędzi po bezkresnym obszarze nieba, jest Świst Poświst, demon wiatru.
Poświst nie ma określonej postaci, czasami wspomina się o skrzydłach lub o ptasich piórach, które go okrywają, ale są to świadectwa nieliczne i mało przekonywające.
Wszelako dodać należy, że niektóre bajania4 utrzymują, iż młynarze siedzący w wiatrakach utrzymywali przyjazne stosunki z Poświstem. Znali zaklęcia, które go przywoływały w bezwietrzny czas, i składali mu ofiary z mąki rozsypywanej w powietrzu. [...]
Na co dzień ludzie niezbyt przejmowali się demonem wiatru, rzec można, że nie pamiętali o jego istnieniu. Sytuacja odmieniała się podczas nasilającej się wichury. Wybiegano wtedy z domów z głową odkrytą na znak szacunku i rzucano ku niebu, jak najwyżej potrafiono, przebłagalne ofiary. Najczęściej była to mąka lub drobne krupy5, które porywane wichrowym tchnieniem wydawały się rozpływać w powietrzu. Jeżeli mąka czy kasza rozsypywały się u stóp ofiarnika, znaczyło to, że Poświst wzgardził darem i należy spodziewać się najgorszego.
Słowianie nie odróżniali wiatrów wiejących z czterech stron świata: Zefira, Eurosa, Notosa i Boreasza, wiatrów z greckiej i rzymskiej mitologii, znali jednego jedynego Pośwista, nie zawracając sobie głowy, gdzie zrodziło się wichrowe tchnienie. Lekceważyli wszelkie łagodne powiewy, zwracając uwagę tylko na wiatry o sile huraganu i tylko im okazywali respekt i szacunek.
1. Niewykłoszony – niedojrzały.
2. Poszycie – słomiane pokrycie dachu.
3. Płanetnik – w słowiańskich wierzeniach ludowych: pół człowiek, pół demon przesuwający chmury po niebie
i zsyłający deszcze oraz grad.
4. Bajanie – opowiadanie fantastycznych historii.
5. Krupa – kasza jęczmienna.
Uzupełnij zdanie. Wybierz odpowiedź spośród oznaczonych literami A i B oraz C i D
Tekst Demon zawieruchy ma charakter A/B, ponieważ jego głównym celem jest przedstawienie C/D.
A. informacyjny
B. literacki
C. wierzeń Słowian związanych z wiatrem.
D. przygód wiatru zwanego Świstem Poświstem.
AC
AD
BC
BD
Ewa Nowacka, Bożęta i my (fragment)
Zimowa wichura niesie ze sobą bicze zmrożonego śniegu, tnie nimi pnie drzew, ściany chat, lodowatym podmuchem powala ogromne sosny, usypuje wysokie kopce zasp. Jesienny wicher miota chmurami opadłych liści, płacze dziwnym szlochem w kominach, przegania po niebie stada deszczowych chmur. Wiosenne i letnie wiatry kładą całe łany niewykłoszonych1 albo już gotowych pod kosę zbóż, prowadzą wysokim niebem burze, zrywają poszycia2 z domostw, cofają potężnym tchnieniem wody rzek.
Chmury oczywiście mogą kryć płanetników3 lub przebudzonego smoka, ale siłą, która je pędzi po bezkresnym obszarze nieba, jest Świst Poświst, demon wiatru.
Poświst nie ma określonej postaci, czasami wspomina się o skrzydłach lub o ptasich piórach, które go okrywają, ale są to świadectwa nieliczne i mało przekonywające.
Wszelako dodać należy, że niektóre bajania4 utrzymują, iż młynarze siedzący w wiatrakach utrzymywali przyjazne stosunki z Poświstem. Znali zaklęcia, które go przywoływały w bezwietrzny czas, i składali mu ofiary z mąki rozsypywanej w powietrzu. [...]
Na co dzień ludzie niezbyt przejmowali się demonem wiatru, rzec można, że nie pamiętali o jego istnieniu. Sytuacja odmieniała się podczas nasilającej się wichury. Wybiegano wtedy z domów z głową odkrytą na znak szacunku i rzucano ku niebu, jak najwyżej potrafiono, przebłagalne ofiary. Najczęściej była to mąka lub drobne krupy5, które porywane wichrowym tchnieniem wydawały się rozpływać w powietrzu. Jeżeli mąka czy kasza rozsypywały się u stóp ofiarnika, znaczyło to, że Poświst wzgardził darem i należy spodziewać się najgorszego.
Słowianie nie odróżniali wiatrów wiejących z czterech stron świata: Zefira, Eurosa, Notosa i Boreasza, wiatrów z greckiej i rzymskiej mitologii, znali jednego jedynego Pośwista, nie zawracając sobie głowy, gdzie zrodziło się wichrowe tchnienie. Lekceważyli wszelkie łagodne powiewy, zwracając uwagę tylko na wiatry o sile huraganu i tylko im okazywali respekt i szacunek.
1. Niewykłoszony – niedojrzały.
2. Poszycie – słomiane pokrycie dachu.
3. Płanetnik – w słowiańskich wierzeniach ludowych: pół człowiek, pół demon przesuwający chmury po niebie
i zsyłający deszcze oraz grad.
4. Bajanie – opowiadanie fantastycznych historii.
5. Krupa – kasza jęczmienna.
Dokończ zdanie. Wybierz właściwą odpowiedź spośród podanych.
Pierwszy akapit tekstu zawiera ...
wyjaśnienie przyczyn powstawania wiatrów.
zachętę do obserwowania wiatrów.
ocenę postępowania wiatrów.
opis działania wiatrów.
Ewa Nowacka, Bożęta i my (fragment)
Zimowa wichura niesie ze sobą bicze zmrożonego śniegu, tnie nimi pnie drzew, ściany chat, lodowatym podmuchem powala ogromne sosny, usypuje wysokie kopce zasp. Jesienny wicher miota chmurami opadłych liści, płacze dziwnym szlochem w kominach, przegania po niebie stada deszczowych chmur. Wiosenne i letnie wiatry kładą całe łany niewykłoszonych1 albo już gotowych pod kosę zbóż, prowadzą wysokim niebem burze, zrywają poszycia2 z domostw, cofają potężnym tchnieniem wody rzek.
Chmury oczywiście mogą kryć płanetników3 lub przebudzonego smoka, ale siłą, która je pędzi po bezkresnym obszarze nieba, jest Świst Poświst, demon wiatru.
Poświst nie ma określonej postaci, czasami wspomina się o skrzydłach lub o ptasich piórach, które go okrywają, ale są to świadectwa nieliczne i mało przekonywające.
Wszelako dodać należy, że niektóre bajania4 utrzymują, iż młynarze siedzący w wiatrakach utrzymywali przyjazne stosunki z Poświstem. Znali zaklęcia, które go przywoływały w bezwietrzny czas, i składali mu ofiary z mąki rozsypywanej w powietrzu. [...]
Na co dzień ludzie niezbyt przejmowali się demonem wiatru, rzec można, że nie pamiętali o jego istnieniu. Sytuacja odmieniała się podczas nasilającej się wichury. Wybiegano wtedy z domów z głową odkrytą na znak szacunku i rzucano ku niebu, jak najwyżej potrafiono, przebłagalne ofiary. Najczęściej była to mąka lub drobne krupy5, które porywane wichrowym tchnieniem wydawały się rozpływać w powietrzu. Jeżeli mąka czy kasza rozsypywały się u stóp ofiarnika, znaczyło to, że Poświst wzgardził darem i należy spodziewać się najgorszego.
Słowianie nie odróżniali wiatrów wiejących z czterech stron świata: Zefira, Eurosa, Notosa i Boreasza, wiatrów z greckiej i rzymskiej mitologii, znali jednego jedynego Pośwista, nie zawracając sobie głowy, gdzie zrodziło się wichrowe tchnienie. Lekceważyli wszelkie łagodne powiewy, zwracając uwagę tylko na wiatry o sile huraganu i tylko im okazywali respekt i szacunek.
1. Niewykłoszony – niedojrzały.
2. Poszycie – słomiane pokrycie dachu.
3. Płanetnik – w słowiańskich wierzeniach ludowych: pół człowiek, pół demon przesuwający chmury po niebie
i zsyłający deszcze oraz grad.
4. Bajanie – opowiadanie fantastycznych historii.
5. Krupa – kasza jęczmienna.
Dokończ zdanie. Wybierz właściwą odpowiedź spośród podanych.
Z tekstu wynika, że Słowianie przypisywali nadprzyrodzone cechy zjawiskom, które ...
umieli powstrzymać.
napełniały ich strachem.
były dla nich zrozumiałe.
były im znane z mitologii.
Oceń prawdziwość poniższych stwierdzeń. Wybierz P, jeśli stwierdzenie jest prawdziwe, albo F – jeśli jest fałszywe.
Oba człony imienia słowiańskiego demona wiatru - Świst Poświst - są wyrazami dźwiękonaśladowczymi.
P
F
Ewa Nowacka, Bożęta i my (fragment)
Zimowa wichura niesie ze sobą bicze zmrożonego śniegu, tnie nimi pnie drzew, ściany chat, lodowatym podmuchem powala ogromne sosny, usypuje wysokie kopce zasp. Jesienny wicher miota chmurami opadłych liści, płacze dziwnym szlochem w kominach, przegania po niebie stada deszczowych chmur. Wiosenne i letnie wiatry kładą całe łany niewykłoszonych1 albo już gotowych pod kosę zbóż, prowadzą wysokim niebem burze, zrywają poszycia2 z domostw, cofają potężnym tchnieniem wody rzek.
Chmury oczywiście mogą kryć płanetników3 lub przebudzonego smoka, ale siłą, która je pędzi po bezkresnym obszarze nieba, jest Świst Poświst, demon wiatru.
Poświst nie ma określonej postaci, czasami wspomina się o skrzydłach lub o ptasich piórach, które go okrywają, ale są to świadectwa nieliczne i mało przekonywające.
Wszelako dodać należy, że niektóre bajania4 utrzymują, iż młynarze siedzący w wiatrakach utrzymywali przyjazne stosunki z Poświstem. Znali zaklęcia, które go przywoływały w bezwietrzny czas, i składali mu ofiary z mąki rozsypywanej w powietrzu. [...]
Na co dzień ludzie niezbyt przejmowali się demonem wiatru, rzec można, że nie pamiętali o jego istnieniu. Sytuacja odmieniała się podczas nasilającej się wichury. Wybiegano wtedy z domów z głową odkrytą na znak szacunku i rzucano ku niebu, jak najwyżej potrafiono, przebłagalne ofiary. Najczęściej była to mąka lub drobne krupy5, które porywane wichrowym tchnieniem wydawały się rozpływać w powietrzu. Jeżeli mąka czy kasza rozsypywały się u stóp ofiarnika, znaczyło to, że Poświst wzgardził darem i należy spodziewać się najgorszego.
Słowianie nie odróżniali wiatrów wiejących z czterech stron świata: Zefira, Eurosa, Notosa i Boreasza, wiatrów z greckiej i rzymskiej mitologii, znali jednego jedynego Pośwista, nie zawracając sobie głowy, gdzie zrodziło się wichrowe tchnienie. Lekceważyli wszelkie łagodne powiewy, zwracając uwagę tylko na wiatry o sile huraganu i tylko im okazywali respekt i szacunek.
1. Niewykłoszony – niedojrzały.
2. Poszycie – słomiane pokrycie dachu.
3. Płanetnik – w słowiańskich wierzeniach ludowych: pół człowiek, pół demon przesuwający chmury po niebie
i zsyłający deszcze oraz grad.
4. Bajanie – opowiadanie fantastycznych historii.
5. Krupa – kasza jęczmienna.
Oceń prawdziwość poniższych stwierdzeń. Wybierz P, jeśli stwierdzenie jest prawdziwe, albo F – jeśli jest fałszywe.
Wiatrom jesiennym nadano w tekście cechy ludzkie.
P
F
